Miuzik
bo o gustach się dyskutuje!

Dygresja okołomuzyczna – emo

Jednak. Nienawidzę Emo. Dziś to sobie uświadomiłem. Wcześniej, całkiem cholera słusznie, uważałem, że najlepiej zlać tych ludzi bezuczuciowo – to jest rzeczą najgorszą, obojętnością. Tak samo jak i owych emocjonalnych śmiechem zbywałem krzyżowców, wrogów zaciekłych, swoją pozycję na nienawiści doń budujących. Dzisiaj, gdy analizując pobieżnie poniektóre teksty Joy Division złapałem się na głupowatej myśli, że „Curtis to też Emo”, nie zdzierżyłem. Dlaczego?

 Ano dlatego, że w swej nierozumności dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak wypaczają oni moją percepcję na rzecz u artystów najważniejszą – wrażliwość. Dopiero dziś pojąłem, że poprzez uraz, kulturowe uprzedzenie do ludzi będących wrażliwości karykaturą, tych wrażliwych prawdziwie i umiejących to wyrazić zdecydowanie w swoich oczach umniejszałem. Emo, do kurwy nędzy, zmonopolizowało i zeszmaciło pojęcie artystycznego czucia, pewnego rodzaju delikatności – i wybaczcie, muszę tego słowa użyć ponownie – wrażliwości…Zadziwiający, kolejny już paradoks naszego świata – grupka ludzi miary mniejszej przyćmiła i skarykaturowała, swoim sposobem autokreacji wprowadziła pewien dystans, uprzedzenie do ludzi po stokroć większych.

Aby nie wybiegać w swoje rozważania zbyt daleko, idei Miuzika nie wypaczać, teraz coś z dorobku zespołu już w tej notce przywoływanego – Joy Division. Kolejnego, o którym notkę obiecuję „na zaś”, boć to geniusze absolutni, okrutnie niedoceniany zespół, który wywarł wręcz przeogromny wpływ na muzykę lat 80’, choć mało kto o tym wie…

Renifer 

No Responses Yet to “Dygresja okołomuzyczna – emo”

Leave a Reply