Miuzik
bo o gustach się dyskutuje!

“Mamcia niewierna” – krzyknął pobladły…

Jako że poprzednie wpisy, z czego dwa były moim muzycznym credo, miały charakter muzyczno – poważny teraz coś z innej beczki. Piosenka kabaretowa. Nie, nie będzie o Jozinie.

Czyli najczęściej jakiejkolwiek sensownej muzyki brak, a główną rolę pełnią słowa (huh, ciekawe kto po przeczytaniu tego zdania nie ma wrażenia banału…). Ot, specyfika gatunku, na którą przecież psioczyć nie wypada.
Oglądając popisy naszych kabareciarzy nawet mało sprawny obserwator dojdzie do jasnego wniosku – piosenka kabaretowa zdecydowanie wychodzi z mody. W porównaniu do lat tak niedawno minionych zdecydowanie ów gatunek zdecydowanie zubożał. Czy to źle? W moim przekonaniu nie za bardzo. Nigdy nie lubiłem pląsających w rytm bez rytmu, śpiewających grafomańskie teksty roźśmieszaczy. Ale, jak to wszędzie, są cholernie dobre perełki, ba! – jest ich dużo, choć raczej z lat dawnych. Ot, specyfika czasów – wszak za komuny liczyły się aluzje, a te łatwo było przemycić w utworze śpiewanym. Jak na przykład tu, w absolutnie genialnym utworze przez Smolenia śpiewanym. Miałem ten program na kasecie magnetofonowej i w wieku lat 7 błyskałem śpiewając ów na rodzinnych popijawach :] (właściwa piosnka zaczyna się od 1:00):

Pointa mistrzowska, przyznacie?

Renifer 

No Responses Yet to ““Mamcia niewierna” – krzyknął pobladły…”

Leave a Reply