For I am a rain dog, too
O ekscentryku i jego cholernie dobrym głosie.
No bo niby nic. Muzyka niekoniecznie, sensu stricte nie rzucająca na kolana, repertuar instrumentalny zadymionych kafejek nie jest szczytem wirtuozerii, niestandardowy standard, chciało by się rzec.
A jednak.
Charyzma, głos. Głos, charyzma. Właściwie w tych słowach można by zamknąć wszystko, co u poety Waitsa najlepsze. Głos wbija w ziemię, intryguje, zastanawia – jest cholernie skrzypiący i niebanalny. Zresztą – koń jaki jest, każdy widzi ( a jak nie, to zaraz zobaczy).
Teksty. Wymagające, dlatego, jeśli ktoś po angielsku nie do końca „rozumi” traci dużo ubranej w ładną otoczkę refleksji, np. na temat religii (Chocolate Jesus), myślowych pejzaży szeroko pojętej Ameryki. Ale… z pomocą przychodzi znany wszystkim i przez wielu (w tym mnie) lubiany Kazik. Jego „Piosenki Toma Waitsa” mogą być świetnym substytutem dla owych nieczających. W każdym razie – spójrzcie.
Tom Waits – Rain Dogs
Kazik Staszewski – Singapur
Renifer
Loading...