Miuzik
bo o gustach się dyskutuje!

The Doors

Świętość nad świętościami,  bogowie absolutni. Kilka notek niżej waćpan Alkohol rozwodził się nad gitarą basową. Zaiste, wspaniały to instrument, jednakże po lekturze wikipedii i paru innych źródeł nie mogę odrzucić od siebie ciekawej myśli, że obecność basu byłaby dla muzyki The Doors zabójcza. Ano, bo każdy zaznajomiony choć trochę z ową dostrzeże brak tej posępnej nuty – w tym zespole nigdy basisty nie było. Był za to Rhodes Piano Bass w wykonaniu Manzarka, absolutnie oryginalny koncept, który, choć muzyki nie zrewolucjonizował (i chyba dobrze, ale to temat na inną rozprawę…), stał się integralną jej częścią, bez której byłaby zdecydowanie uboższa.  A więc, czyżby znowu potwierdziło się twierdzenie, że światem rządzi przypadek? Czy wielkość bandu Morrisona i Manzarka wynikła z tego, że zwyczajnie nie udało im się znaleźć kompana do basu? Pytanie z gatunku nierozwiązywalnych.

Długo przymierzałem się do stworzenia tej notki, długo zbierałem pomysły, długo zastanawiałem się, które z tych okrutnie wielu wspaniałych utworów powinny pełnić rolę mini-pigułki twórczości The Doors. Oczywiście, za tępy jestem, aby ten problem rozwiązać. Ale… Light My Fire znają wszyscy, Riders on the Storm  też (oczywiście zakładam, że techno-przygłupy tego bloga nie czytają),The Soft Parade jest  zbyt”niedoorsowe”, The End Alkohol znał wcześniej ode mnie (wstydzę się…) a długas musi być, w związku z czym – When The Music’s Over i Rhodes Piano Bass w najlepszej formie.

Spanish Caravan.

 Renifer 

3 Responses to “The Doors”

  1. był Jimmi, Doorsi, to teraz co? Dżem czy Zeppelin? :)

  2. Teraz będzie co inne. :]

  3. [...] jednym szeregu z Janis Joplin można wstawić Hendrixa i The Doors. Cała trójka na pierwszy rzut ucha wydaje się nudna, smętna i taka jakaś “bez [...]


Leave a Reply