Wpierw osobiście
Prywata, moi państwo
Dariusz Kozakiewicz, gitarzysta Perfectu, niegdyś niezapomnianego Breakoutu, człowiek o niesamowitej charyźmie i dużej inteligencji, powiedział w jednym z najświeższych wydań “Wideoteki Dorosłego Czlowieka” znamienne słowa: “Przed Hendrixem był tylko szkic. On zapoczątkował malarstwo“. Aż wzdrygnąłem się, gdy odniosłem je do siebie i swojej przygody z prawdziwą muzyką – rzeczywiście, przed moim styknięciem się z Hendrixem były różnego rodzaju szkice, typów rozmaitych, od katastrofalnych, tragicznych mniej, po całkiem sensowne.
A owo “styknięcie” było z dosyć grubej rury i nie od standardowej strony. Mianowicie – “Red House”.
“Red House” na początku, już parę lat temu wśród przeróżnych, różnistych piosenek ze ścieżki dźwiękowej “Miasta Aniołów”. Pamięta ktoś scenę, w której lekarka grana przez Meg Ryan operuje? Tak, z głośników płynie wtedy właśnie ta melodia. Ostra linia gitarowa, bluesowy rytm, przeplatanie muzyki ze słowami – to mnie zaciekawiło.
Korzystanie z niesamowitego przywileju jakim jest możliwość współtworzenia tego bloega chcę zacząć od utworu, bez którego by mnie muzycznie “nie było”. Bez którego poszedłbym w całkiem inną, zapewne cholernie tandetną stronę – a więc, oto i jest: Jimmi Hendrix, “Red House” (co prawda w wersji odbiegającej od płytowego standardu, bo i Woodstockowej- btw. zauważcie, że od pewnego momentu, Jimmi gra bez jednej struny – urwanej E), wraz z bonusem.
Oto jak zrobił to jeden z Królów Bluesa – John Lee Hooker (audio only).
- Renifer
Loading...
[...] jednym szeregu z Janis Joplin można wstawić Hendrixa i The Doors. Cała trójka na pierwszy rzut ucha nudna, smętna i taka jakaś “bez [...]
Janis fajna jest? « Miuzik - marzec 15, 2008 at 7:39 pm